Strony

środa, 25 września 2013

26.09.2012 r.

Jest godzina 5 w nocy (dla mnie to nie jest rano), jest jeden dzień po planowanym terminie. Budzi mnie lekkie pobolewanie brzucha. Wczoraj zjadłam na kolację dużo (dużo za dużo) sushi. Stwierdziliśmy z D., że to pewnie jedne z ostatnich wyjść do restauracji w najbliższym czasie, więc trzeba to wykorzystać. Idę do toalety i tak sobie myślę, że jednak przesadziłam z ilością sushi. Wracam do łóżka i nie mogę zasnąć. Leżę i czuję, że brzuch mnie nadal pobolewa. Zamykam oczy i myślę... A może to dlatego, że wzięłam się za porządkowanie łazienki wczoraj i coś sobie naciągnęłam. Wyszorowałam nawet fugi szczoteczką. Dopiero po jakimś czasie do mnie dociera, że ból pojawia się i znika."Hmm może to skurcze?"-pomyślałam. W ajpodzie mam aplikację do pomiarów częstotliwości. Człapie (dosłownie) po niego do salonu. Odpalam i zaczynam być lekko przerażona. Ból pojawia się co 5 min i trwa 30 s. O kurczę!!! Ja chyba zaczynam rodzić. Postanowiłam za mocno się nie emocjonować, bo bardzo bym była rozczarowana gdyby się okazało, że to nie to. Dzwonię do mojej położnej Joanny Radomskiej i informuję, że coś się dzieje, ale nie wiem czy to poród. Pani Joanna spokojnie pyta o szczegóły, a ja spokojnie (o dziwo!) mówię: Co 4-5 min skurcz 30 s. Położna radzi mi wziąć kąpiel i zadzwonić za pół godziny. Wchodzę do wanny, nalewam wodę, jestem w stanie euforycznym (tak, to dobre słowo). Barrrrdzo się cieszę. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Nie wiem już czy myję się szamponem czy żelem. Jest mi to obojętne. Nie mogę się CIEBIE doczekać i tak bardzo chcę żeby to wszystko się nie cofnęło. Nadal czuję lekkie pobolewanie brzucha. Mierzę: co 3 min 30 sek. Myślę sobie, że to chyba często . Dzwonię do położnej. Ona mówi, że się zaczęło. Jeżeli byłby to fałszywy alarm to po kąpieli wszystkie objawy by ustąpiły. Cieszę się niezmiernie, że to już. Jednak Pani Joanna ma dla mnie złą wiadomość. W szpitalu nie ma miejsc. Jako, że mamy bardzo blisko postanawiamy przeczekać w domu. Położna daje kilka wskazówek jak spędzić ten czas. Idę do kuchni jem śniadanie. Robię kanapki do szpitala dla D. Pamiętam tą sytuację jakby to było wczoraj. Stoję w kuchni, robię kanapki. Wstaje D. Ja mówię: "Zaczęło się". On zaspany: "Ale co?" Ja: " No jak to co?! Poród" a On: "I Ty tak spokojnie kanapki robisz?". Haha, no a co mam robić? Dopakowaliśmy torby, siedzimy w salonie. Ja się bujam na piłce D. siedzi na kanapie. Czekamy na tel. od Pani Joanny. Dzwoni i mówi, że o 9.20 mamy się spotkać w szpitalu. Zbieramy 4 torby i idziemy do auta. Ja już mam takie skurcze, że jak idę to muszę się na chwilkę przytrzymać. Na przejściu dla pieszych też:) Przyjeżdżamy do szpitala. Pani Joanna mnie bada mnie i mówi, że jest super! 5-6 cm. Myślę spoko, jak tak będzie to w ogóle bomba. Jest tylko jeden problem. Nadal nie ma wolnej sali. jesteśmy na IP. Pani Joanna idzie na górę sprawdzić jak sytuacja z obłożeniem porodówek. Wraca i mówi, że za 15 min  jedna będzie wolna. Myślę uffff, ulżyło mi. Idę na ktg. W końcu rysują się skurcze (a można nawet powiedzieć, że to były już skurczybyki). W pokoju pielęgniarek 3 kobiety też pod aparaturą. Każda po terminie. Patrzą na mnie z zazdrością. Ja siedzę i się uśmiecham. To już dziś! Dziś CIĘ zobaczę, dziś CIĘ przytulę, dziś już będziesz z nami. Przychodzi Pani Joanna i pytam ją co z ewentualnym zzo. Ona mówi do mnie tak: "Pani Aniu, jeżeli Pani stoi sobie tutaj ze mną i sobie gadamy, śmiejemy się to Pani nie jest w ogóle potrzebne znieczulenie." Ja w szoku, ale dodało mi to takiego powera, że dam radę. Na IP jest bardzo gorąco, mimo tego, że jest koniec września jest upał, a do tego tłok. Przenosimy się do nocnego garażu dla karetek. Jest tam spokojnie, cicho i chłodno. Jemy kanapki, gadamy. Pani Joanna przychodzi i mówi, że ma złe wieści. Przyjechała ciężarna z bardzo wysokim ciśnieniem i poszła do tej mojej sali. Musimy jeszcze czekać. Położna robi co może. My siedzimy dalej i czekamy. Do nikogo nie dzwonimy, nie piszemy. Nie chcemy żeby się denerwowali. Skurcze już dość mocno bolą. Dzwoni mój tel. Patrzę "Mami". "Ale ma intuicję"- myślę. Odbieram i spokojnym tonem mówię, że rodzę. Niech się modli i się odezwiemy później. Za bardzo nie pamiętam,  co do mnie mówiła. W końcu położna przybiegła z góry z informacją, że zwolniła się sala. Jedziemy na górę. Wchodzimy "Prawie jak w Marriocie"- myślę sobie:) Sprzątaczki porządkują po poprzedniej pacjentce. Jest godzina 11.30. 8cm. Tak od 8cm do 10 nie bardzo pamiętam co się działo. Pamiętam tylko, że ciągle tylko myślałam o tym, że już za chwilę się spotkamy. D. mnie wachlował, bo było mi duszno. Po jakimś czasie Pani Joanna mówi, że to już czas, Lilka zaraz się urodzi. W radio leci Gangam style. Pani Joanna mówi: "Jest główka".  D. krzyczy " Tylko nie na Gangam style". Za późno. Jest godzina 13.55. Lila jest z nami. Ma 57 cm i waży 3800 kg. Leży u mnie na brzuchu. Kocham ją. Kocham ją całym sercem od 19.01.2012r. /wtedy zrobiłam test/.
Minął rok. A wszystkie te wydarzenia pamiętam jakby to było wczoraj. Cały ten dzień czułam się jakbym była na haju. Ale teraz już wiem, że to były hormony. Hormony szczęścia. Szczęście które trwa i będzie trwało już zawsze.
Tak się zmieniałaś przez te wszystkie miesiące:
1 miesiąc
2 miesiąc
3 miesiąc
4 miesiąc
5 miesiąc
6 miesiąc
 7 miesiąc
 8 miesiąc
 9 miesiąc
 10 miesiąc
 11 miesiąc
 12 miesiąc
 

30 komentarzy:

  1. piękny opis, aż ły poszły eh!!!!!!
    a Lila nic się niue zmieniła!!!!!!!!!!!!!! jakim cudem pytam?! myślałam, że to te same zdjęcia hahahah!
    STOOOOOOOOOOOO LAT!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak patrzę na te pierwsze foty to mam wrażenie, że one są sprzed 10 lat. Już nie pamiętam, że jej kiedys z nami nie było. Dzieki:)

      Usuń
  2. Bosko! 100 lat dla Liluszki... Opis piekny...Wzruszylam sie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy! Caluskow noc dla Mili!

      Usuń
  3. zgaduje, ze dwa ostatnie zdjecia byly poprzedzone goraca prosba: Lila, 30 sekund polez tutaj, a mama fotke cyknie! A Lila hop siup i na brzuchu juz :D Chyba, ze tato trzymal ajfona nad aparatem z elmo song :P
    Am i right? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyliłas sie! Ostanie 6 zdjeć było cykanych przeze mnie śpiewającą/wydurniającą się/robiącą kaczora Donalda/parskającą. Normalnie jednoosobowa orkiestra:)

      Usuń
    2. też podziwiam, że Lila potrafi 30 s bez ruchu na plecach, wow. Na Bru nie mam sposobu już, ale on mnie bierze masą:)
      cudna:*

      Usuń
    3. Jakie 30 sekund?! 0.3 sekundy+moja durna mina

      Usuń
  4. Z dedykacją dla Ciebie i Lili :) Jesteście bohaterkami :)

    http://www.youtube.com/watch?v=mIQToVqDMb8

    AĆ ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejqu i moje wspomnienia wróciły, piękne to opisałaś! Szok, że człowiek pamięta to wszystko z taką dokładnością, z najmniejszymi szczegółami...Liluchno, jeszcze raz cudowności wszelakich;** Bądź zdrowa i szczęśliwa;****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, dzieki! Tyle życzeń, ze Lili bedzie zdrowa i happy:)
      Całuski dla Miko!

      Usuń
  6. I ja się poryczałam.
    Zawsze ryczę jak ktoś opisuje takie chwile.
    Ja też pamiętam wszystko jakby było wczoraj a Ala skończyła już 2 lata.
    A za chwilkę powtórką-już się doczekać nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękna relacja, poplakalam sie...
    Ale numer! Pola tez urodziła sie przy Gangnam Style i taka sama była nasza reakcja jak u Was! Nieźle:) a potem leciał Maleńczuk...
    Lilciu, rośnij dalej taka śliczna i wesoła! 100 lat!
    Karola z październikówek:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana pieknie napisane. Jak ja ubolewam ze nie mam takich cudownych wspomnien...
    Sto Lat dla cudnej Liluchny!!!! :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. to juz rok!! Lilus wszystkiego naj naj! BUZIAKI

    OdpowiedzUsuń
  10. Wzruszyłam się, mimo, że znam tę historię dobrze :) Mam nadzieję, że wspomnienia moje i Stefka będą równie szczęśliwe :)

    Lalciu! Życzymy Ci wszystkiego co w życiu najlepsze i najpiękniejsze! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ang. pięknie to napisałaś:) wzruszyłam się,choć przecież nie rozumiem tych emocji. Jesteś fantastyczna mamą, dużo miłości w tych słowach. piękne wspomnienia,akcja jak z filmu.. I ta muzyczka w tle;)) Lilciaku, królewno najpiękniejsza jesteś śliczna,zdrowa i mądra,masz fantastycznych rodziców..czego można Ci życzyć?niech zawsze świeci Twoja szczęśliwa gwiazda;) sto lat pięknotko!:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. An. Przepraszam za byka w twoim nicku!tablety ehhh.buziaki

      Usuń
    2. Dobrze, ze nie tabletki;)
      Zazdroszczę wszystkim, którzy maja to przed sobą:)

      Usuń
    3. Dzieki za mile słowa:) pozdrowienia

      Usuń
  12. Po pierwsze szacun za te zdjęcia robione co miesiąc w tym samym miejscu w białym bodziaku. Rewelacja.
    Po drugie - świetnie napisane porodowe wspomnienia. Notabene miałam tą samą historię z brakiem wolnej sali porodowej. Na Żelaznej to chyba norma ;-)
    Po trzecie serdeczności, dużo zdrówka z okazji roczku... Piękny to był czas...

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwsze szacun za te zdjęcia robione co miesiąc w tym samym miejscu w białym bodziaku. Rewelacja.
    Po drugie - świetnie napisane porodowe wspomnienia. Notabene miałam tą samą historię z brakiem wolnej sali porodowej. Na Żelaznej to chyba norma ;-)
    Po trzecie serdeczności, dużo zdrówka z okazji roczku... Piękny to był czas...

    OdpowiedzUsuń
  14. "Uknułaś" to niezwykle:))) I ta relacja,,, - wiesz poza tym brakiem miejsca ;) to życzyłabym wszystkim mamom takiego pięknego i "świadomego" porodu... przeczytałam wczoraj - ale nie lubię pisać po mokrej klawiaturze....

    OdpowiedzUsuń
  15. piękny post!!!
    piękny...
    a zdjęcia szok!!! że ja nie wpadłam na taki pomysł ehhh rewelacja!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękny post, wzruszyłam się.
    Cudnie rośnie panna, jest przeuroczą istotką, wspaniale widać jak się zmieniała przez te miesiące...Wszystkiego Dobrego, Zdrówka ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ależ wzruszający post! Az łzy mi pociekly :) sama sobie przypomniałam swój porod, zdjecia genialneee! u Nas za 2 miesiace bedzie roczek :)

    OdpowiedzUsuń