Zanim jeszcze urodziła się Lilka znałam książkę "Naciśnij mnie" z wydawnictwa Babaryba. Kupowałam ją wszystkim znajomym dzieciom i za każdym razem siedziałam z obdarowanym dzieckiem i oglądałam ich pierwszy zachwyt nad tą książką. Żadne "dziękuję" nie było mi potrzebne kiedy widziałam purpurowe ze śmiechu policzki. Bardzo czekałam na ten moment kiedy Lilka do niej dorośnie i będzie mogła się nią cieszyć. Nie chciałam żeby to nastąpiło za wcześnie. Kiedy w ubiegły piątek czekałam na paczkę od Babaryby sama wyglądałam jak dziecko:) Kurier wręczył mi paczkę... Tylko zamknęłam za nim drzwi i pobiegłam do kuchni po nożyce. Dosłownie z wypiekami na twarzy rozcinałam karton. Całe szczęście, że Lilka spała. Miałam je tylko dla siebie. Po kolei obejrzałam każdą stronę i wykonywałam polecenia autora. Dmuchałam, cicho biłam brawo, pocierałam. Jak ja uwielbiam Tulleta! Kiedy Lilka się obudziła od razu pokazałam jej nowe książki. Od tamtej pory w naszym domu panuje Tulletomania. Zachorował na nią również D. Inne książki mogą nie istnieć! 3 książki zastąpiły całą biblioteczkę. Lilka na "Naciśnij mnie" mówi- "piiiip", na "Kolory" mówi- "kopy", czyli kropy, a na "Turlututu, akuku to ja" mówi "Akuku".