Strony

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Praca, a nie zabawa

Dziecięce zabawy są w dzisiejszych czasach traktowane dziwnie. Mówię tu o takich zwykłych zabawach kiedy dziecko bierze jakiś przedmiot i się nim bawi (są różne wersje:sam, z innym dzieckiem, z dorosłym). W przedszkolach, żłobkach dzieci się bawią. Tak zawsze było. Od jakiegoś czasy obserwuję nagonkę na te właśnie zabawy. Tak jakby dzieci traciły swój cenny czas. Powinny w tym czasie uczyć się chińskiego, tekłondo i robotyki. Mam zupełnie odmienne zdanie niż większość rodziców w dzisiejszych czasach. Chcę żeby moja córka mogła sobie biegać, skakać, brykać, układać z klocków, bujać lalę niż żeby uczyła się rożnych nowych rzeczy na tzw. "zajęciach dodatkowych". Pomysł usunięcia takich zajęć spodobał mi się bardzo. Sporo rodziców uważa jednak, że przedszkole musi mieć dłuuuuugą listę zajęć dodatkowych. A ja uważam zupełnie inaczej:niech dzieci mają święty spokój! Często jest tak, że właśnie w samym środku budowania mega statku kosmicznego dziecko jest właśnie zabierane na np.chiński. Myślę, że to wszystko o czym dziś pisze wynika z niewiedzy. Większość rodziców postrzega swobodną zabawę jako stratę czasu. A to właśnie wtedy dzieci najwięcej się uczą. Czynności wybierane przez dziecko trafiają właśnie w sam środek okresu sensytywnego (czyli takiego czasu, w którym organizm dziecka jest szczególnie wrażliwy na bodźce ważne dla rozwoju jakiejś funkcji). Właśnie wtedy najszybciej się tego uczy. Upraszczając, skoro dziecko układa wieże z klocków po raz enty to znaczy, że jego układ nerwowy właśnie się uczy tej funkcji. Inny przykład: Lila teraz non stop biega, skacze, wspina się (przyprawiając mnie niekiedy o zawał). Widzę dokładnie, że ćwiczy równowagę, układ proprioceptywny (układ odpowiedzialny za czucie ciała  w  przestrzeni), koordynację i wzmacnia napięcie mięśniowe. Takie jest jej zapotrzebowanie i to cały czas realizuje. Dlatego też taka właśnie zabawa w teorii M.Montessori nazywa się pracą. U nas w przedszkolu nie mówi się, że dziecko się bawi np. szorstkim alfabetem. Tylko, że pracuje. Uważam, że jest to o wiele lepsze sformułowanie. Na zabawki używa się sfomułowania "pomoce". Też genialne określenie, bo pomagają im się rozwijać. Po skończonej pracy własnej dzieci siadają w kręgu i opowiadają z czym pracowały. Nauczyciel traktuje ich pracę z ogromnym szacunkiem i wypytuje o szczegóły.
Dlatego pewnie i tu znajdą się osoby, które uważają, że taka zabawa to strata czasu. Lepiej żeby uczyło się angielskiego lub tańca. Wyścig szczurów zaczyna się już od urodzenia i skoro inne dzieci chodzą to moje też, bo przepadnie. A ja myślę, że właśnie zyska. Zyska bardzo dużo.
 
No właśnie, a z czym pracuje Lila w domu?
 
 
 
 
 
 
 
 

28 komentarzy:

  1. Pełna zgoda kochana! Często wracam (myślami) do spotkania z Agnieszką Stein i pamiętam, że zapytana o takie zajęcia dla maluchów mówiła, że rodzice zapominają, iż małe dzieci potrzebują przede bliskości rodziców a nie treningu, bo rozwój poznawczy można 'nadrobić' a emocjonalny nie! I rodzice, zamiast spędzać czas z dzieckiem, czytać mu, bawić się, nudzić, turlać itp., wożą tylko je na "lekcje" i ten czas "przepada" nieodwracalnie.
    Poza tym nuda bywa też impulsem do kreatywnego działania. Ja nie pamiętam nudy z dzieciństwa, a już dziewczynka z mojej rodziny (z NY, gdzie jest już kompletne odjazd na tzw. rozwój malucha) "ciągle się nudzi" , nawet chwili sama się nie może pobawić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. Przypomniała mi się historia z piaskownicy o angielskim w nastym miesiącu życia. Pisałam kiedyś o tym posta, bzdura! Jeżdżę na te piątkowe zajęcia z Mikołajem, ale razem z Nim w nich uczestniczę i oboje mamy przy tym dobrą zabawę. Jak najdłużej chcę żeby robił to na co sam ma ochotę, a nie na to, na co ja ją mam. Często wracam wspomnieniami do czasu kiedy miałam 7 lat i skakałam u babci po drabinie, a dziadek wtedy pamiętaj jak powiedział do Niej "niech ten czas swobody trwa jak najdłużej" i takie miałam właśnie dzieciństwo. Przekładając to na obecne czasu swoboda kończy się niestety dzieciom bardzo szybko.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślałam, że poza nami nie ma już takich rodziców! Na szczęście się myliłam!!! :D
    Pod Twoimi słowami podpisuję się obiema łapkami! ;)
    Dla mnie te wszystkie zajęcia dodatkowe to jakaś masakra! Dzieci tracą tak wiele z dzieciństwa. :((
    Chcemy żeby nasz Synek miał takie cudowne i beztroskie dzieciństwo jak my, a nie zapełnione po brzegi (niezbędnymi???) zajęciami.
    Kocham Cię za tego posta! ;) :D

    Pozdrawiam
    Monika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje w 100%
      Felix tez jest na tym samym etapie co twoja Lili. Nie ma sekundy zeby siedzial spokojnie:)) Stad te zajecia ruchowe o ktrorych pisalam u siebie (basen, sport). Ale. Ale ja uczestnicze z nim w tych zajeciach:)) wiec moja bliskosc jest:)))

      Mysle nad zlobkiem... i w gre zaczyna wchodzic Motressori wlasnie. Co myslisz na temat puszczania takiego malucha do zlobka? Nie wazne juz jakiego. Za wczesnie? Panie wychowawczynie powiedzialy mi ze to najlepszy wiek. A ja mam watpliwosci... Lepiej poczekac na przedszkole?

      Usuń
    2. MamaKuby-ja też bym chciała żeby Lila miała takie beztroskie dzieciństwo jak ja:)
      Listopadowa, z mojej obserwacji wygląda to tak, że jednak lepiej się adaptują dzieci młodsze. Właśnie około 1,5 roku-2 lat kiedy ciekawość świata jest ogromna. Czasami właśnie ta chęć ułatwia bardzo adaptację. Lila właśnie za 1,5 miesiąca zadebiutuje w żłobku Montessori. Tylko, że ona będzie ze mną non stop. Także się nie obawiam straconego czasu.

      Usuń
    3. Gdybys nie pracowala jako pedagog to oddalabys Lile w tym wieku do przedszkola?

      Usuń
    4. Jakbym nie pracowała jak pedagog to pewnie w wieku 2 lat zaczelabym adpatację. U nas można np. przychodzić z dzieckiem na 2 godziny i mama może być w sali. Później bym trochę wydłużyla np. do 14. Na pewno by nie siedziała od 7.30 do 17.30. Oczywiście wszysto zależy od dziecka:)

      Usuń
    5. Dziękuje ci za ta odpowiedz:) nie wiem czy czytalas u mnie ale wlasnie tez szukam żłobka. I tez w sumie chciałam o września jak Felix skończy 21.08 dwa lata. Problem jest taki ze ta placówka która wchodzi w grę z rożnych wzgledow, oferuje tylko calo dniowe. Co nie znaczy ze ja musze go tam do 17 zostawiać. Mysle ze na początek go zostawię od 8.30 do 12.00 a potem wlasnie do 14.30. Dzieci od 12 śpią wiec moze przecież spac w domu.

      Przyznam ze nie miałam pojęcia ze to bedzie tak trudne emocjonalnie...

      Usuń
    6. An. czy żłobek Montessori jest w Warszawie?

      Usuń
  4. popieram też!
    p.s. Lila tą pracą już osiągnęła PRESTIGE! (co widać min. na 2 foto)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mogę zapytać co to za świetne magnesy na 1 foto??

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To magnesy Sebra z www.scandikids.pl

      Usuń
  6. O tak!
    I choć Zuza ma obowiązkowe zajęcia, to staram się, żeby mimo wszystko mogła się wyszaleć. Zaznać dzieciństwa.
    A to wszystko co robi na zajęciach to dokładnie PRACA. Jestem z niej bardzo dumna, że daje radę.
    A zdjęcia? No jakbym widziała Zuzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My od września rozpoczęliśmy właśnie adaptację - w sierpniu Maurycy skończył 2 lata (2 razy w tygodniu po 2 godziny) - formuła jest taka, że zawsze z rodzicami - bawimy się wszyscy wspólnie, brudzimy się wszyscy wspólnie ... z perspektywy czasu - uważam że to była dobra decyzja...choć jestem już niezmiernie ciekawa - jakby to było beze mnie,,, i "potwornie" zazdroszczę Montessori :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystko cudnie tylko ta cena za montessori... przecietnego rodzica raczej nie stac. a w publicznym wszystko zalezy od wychowawcy/czyni. syn ma jedna super a druga z jakimis przedpotopowymi zwyczajami np uczy zeby uderzone dziecko przez inne dziecko oddalo.... a co do zajec dodatkowych to wszystko w swoim czasie. starszy ma 6lat i ma ang w domu i rewelacja (pisalam kiedys o łoterplis;-)) . judo-uwielbia a rozwinal sie motorycznie rewelacyjnie dzieki temu. i squsha ktorego uwielbia. na wszystko chce chodzic i w niczym nam to nie przeszkadza-jestesmy dla siebie ze soba na maxa kiedy sie da. czytamy tanczymy a przede wszystkimROZMAWIAMY i ulatwiamy sobie zycie rozwiazujac klopoty szesciolatka w stylu zagubiony jodA z lego i kolega ktory brzydko mowi w przedszkolu na dziewczynki.
    mlodszy ma roczek i narazie swiety spokoj:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało tego, że Montessori drogie. I tak ciężko się ta dostać. Chociaż w moim rodzinnym mieście jest Montessori publiczne! Dodam, że jest to w Polsce i do tego w Polsce B. I takie podejście się chwali. A łoterplis ciągle wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

      Usuń
  9. Montessori fajna soprawa tylko ja naprawdę nie wiem dla kogo sa te przedszkola. U nas w mieście jest kilka otwartych do ok 16,.00 Więc dla pracowników budżetówki. Szkoda.... na szczęście w naszym wykorzystują trochę elementów tej metody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. A w domu też można samemu wykorzystywać elementy tej metody. Jeżeli będziecie zainteresowane to coś wrzucę.

      Usuń
    2. Jesteśmy zainteresowane! :)

      Usuń
  10. Lilka bawi się cudnie! :)
    my mamy możliwość żłobka od 3 lat bo jest finansowany z ue, ale to jeszcze 2 lata..

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądry tekst. I popieram stwierdzenie, że pracą dla małych dzieci jest zabawa. Bo to dzięki niej rozwijają swoje wszystkie zmysły. Na naukę przyjdzie jeszcze czas...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziecko po to ma dzieciństwo zeby z niego korzystać. Po co zabierać ta radość tak wcześnie ?

    OdpowiedzUsuń
  13. W jakiej dzielnicy jest to przedszkole z metodą Montessori?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziś przez przypadek znalazłam to miejsce. I dawno nie spotkałam nikogo tak bliskiego mi poglądowo. Jestem zwolenniczką podążania za dzieckiem, a nie ciągnięciem go na siłę. Żal mi tych wszystkich maluchów, ciąganych z zajęcia na zajęcia i to od kołyski.
    przedszkole montessorii to moje marzenie. niestety u nas brak takowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ktoś podziela moje opinie:) Masz swoją przestrzeń w sieci? Oh tak mi też jest żal. U mnie w rodzinie jest chłopiec, który ma wolne tylko jedno popołudnie w tygodniu. Doszło do tego, że nawet wtedy trzeba mu organizować czas. Nie ma pomysłu na swobodną zabawę. Dramat.

      Usuń